O śp. Profesorze Włodzimierzu Fijałkowskim mówi 
ks. bp Stanisław Stefanek, przewodniczący Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Rodziny:

     Zawsze możemy powiedzieć, że zaskoczyła nas śmierć naszych bliskich i że mieli jeszcze dużo do zrobienia. Tak dyskutujemy z Panem Bogiem, kiedy odchodzi każdy człowiek, a szczególnie ludzie bardzo zaangażowani w służbę drugiemu. Tak trzeba by też powiedzieć o odejściu Profesora Włodzimierza Fijałkowskiego.
     Służył od wielu lat wiedzą medyczną jako lekarz, profesor, znawca problemów położnictwa, ginekologii, macierzyństwa i zdrowia człowieka w okresie życia w łonie matki, a także pierwszych miesięcy po urodzeniu. Pod tym względem Profesor ma wielki dorobek, w tym również publikacyjny. Jego przepiękną "Historię maleńkiego dziecka" można by uznać za przykład spotkania się medycyny z literaturą piękną.
     Przede wszystkim jednak trzeba Profesora widzieć w szerokim wymiarze służby człowiekowi i nazwać go humanistą, który zachwycał się istnieniem ludzkim i ciągle szukał języka, ażeby mówić o ludzkim życiu w sposób atrakcyjny również dla tych, którzy nie zawsze są wrażliwi na informacje medyczne ani tym bardziej etyczne. Miał w sobie tyle artyzmu i tyle pomysłów! Tworzył nowy język. Słynna i bardzo dyskutowana była jego "ekologia ludzkiego rozwoju", skojarzona bezpośrednio z etyką.
     Przez tyle lat potrafił poświęcać temu umiłowaniu życia własną karierę, własne ambicje - były przecież momenty, kiedy wyłączono go z grona medycznych autorytetów. Encyklika "Evangelium vitae" Jana Pawła II mogłaby nas naprowadzić na takie postaci. To są Boży pracownicy, którzy wielki program Ewangelii realizują w konkretnych warunkach szpitalnych i wychowują całe pokolenia zatroskanych o życie obrońców. Stworzył on całą szkołę. Ma uczniów, może nie tyle formalnie namaszczonych przez siebie, co wrażliwych na te same co on sprawy i w nich wyspecjalizowanych. W jego miejsce nikt nie wejdzie, bo on jest niepowtarzalną osobą wyznaczoną przez Boga, ale w jego obowiązki na pewno wejdą inni lekarze i wychowawcy.
     Jest jeszcze jeden wymiar, od którego powinienem rozpocząć: troska Profesora o ład moralny. Życiem można się do końca zadziwić, gdy się je uzna za dar Boży i gdy się podda własny rozum regule, którą dla nas wszystkich przewidział Stwórca. Święty Paweł nazywa to posłuszeństwem w wierze. Wtedy nie jest to już tylko przestrzeganie sztuki medycznej (której Profesor przestrzegał) czy wrażliwość na potrzeby ludzkie (chociaż serca nigdy nie miał zamkniętego) - to jest bardzo uporządkowana w ładzie wewnętrznym osobowość, która przekazuje swe przemyślenia i dorobek w sposób bezpieczny, pewny. Profesor nie musiał odwoływać żadnego ze swoich twierdzeń. Nie ma w swoim długim życiu okresu, z którego musiałby potem się wycofać, jak to czyni wielu ludzi uzależnionych od koniunktury, od sezonu, od sponsora, od jakiegoś lęku czysto fizycznego.
     A przecież i takie lęki nie były Profesorowi obce. W czasach, gdy zaczynał swą posługę, za prawdę moralną szło się nawet do więzienia. Profesor był pod tym względem zawsze przejrzystym i jednoznacznym nie tylko obrońcą, ale przede wszystkim prorokiem - tym, który w imieniu Boga głosi słowo Boże, powtarza zwłaszcza dziesięć słów Dekalogu, które doskonale zabezpieczają posługę życiu nie tylko od strony medycznej.
     Wiem, że miał znów wiele planów publikacji i pracy wychowawczej, również poza Polską. Często zresztą pomagał na wschodzie Europy: na Ukrainie i Białorusi. Tam się wybierał. Pan Bóg jednak zadecydował inaczej - zaprosił go do siebie. A my będziemy starali się jego inicjatywy podejmować i realizować to, co Bóg w nim dla nas zostawił.


Pogrzeb Profesora Fijałkowskiego

Telegram od Ojca Świętego Jana Pawła II

Słowo Arcybiskupa Władysława Ziółka Ordynariusza Diecezji Łódzkiej

Homilia wygłoszona podczas pogrzebu śp. Prof. Włodzimierza Fijałkowskiego

Więcej o Profesorze Włodzimierzu Fijałkowskim