Świadek Wierny i Odważny

          Rozpoczęliśmy przed chwilą liturgię świętą - wyjątkową i niezwykłą. Ze szczerą wdzięcznością wysłuchaliśmy pełnych pokrzepienia słów Ojca Świętego i przyjęliśmy Jego błogosławieństwo. Czujemy z Nim modlitewną łączność składając Bogu pełnemu miłosierdzia tę Eucharystyczną Ofiarę za świętej pamięci profesora Włodzimierza Fijałkowskiego, którego dziś z żalem żegnamy. 

          Każda droga człowieka mieści w sobie nie tylko ruch i przemijanie, ale jest również szansą zatrzymywania pewnych zdarzeń i ich kontemplacji. Bóg zamknął już księgę ziemskiego życia Pana Profesora. Ale przed nami ona jest nadal otwarta - w naszych sercach i w naszej pamięci - abyśmy odczuwając boleśnie jego brak pośród nas, jeszcze wyraźniej uświadomili sobie jego wielkość. Nie podobna bowiem inaczej o nim mówić, jak właśnie w ten sposób: wielki Człowiek, wielki Chrześcijanin, wielki Polak. 

          Niezwykła jest zatem obecna liturgia. Wielkość zmarłego Profesora sprawia, że teraz, gdy zgromadzeni przed Panem otaczamy tę trumnę, potęguje się w nas pewność wypływająca z wiary, że dobre czyny idą za nim przed tron Boży i pogłębia się nasza wdzięczność za wszystkie dobrodziejstwa, którymi obdarzył Bóg swojego sługę i które za jego pośrednictwem przypadły nam w udziale [Obrzędy pogrzebu, nr 63. 66]. To są dary naszych serc, które wraz z modlitwą chcemy złożyć dzisiaj na tym ołtarzu. 

          Wyjątkowość sylwetki Zmarłego nakreśli nam w homilii kaznodzieja. Na początku tej liturgii pragnę podzielić się ze wszystkimi tym, co w moim osobistym przekonaniu w życiu świętej pamięci Włodzimierza Fijałkowskiego było najbardziej fascynujące i zarazem prawdziwie chrześcijańskie. Czynię to jako pasterz Kościoła łódzkiego, ale także z głębokiej potrzeby serca. 

          W wiadomościach o śmierci Pana Profesora media zamieściły najważniejsze informacje o jego dokonaniach naukowych i zawodowych, o wielkim dorobku pisarskim, o przynależności do wielu stowarzyszeń naukowych, o przyznanych nagrodach i odznaczeniach. Były to niewątpliwie wielkie osiągnięcia, często pionierskie w skali kraju. 

          Co jednak w jego życiu urzekało nas najbardziej? 

          Może to, że on nie tylko przemawiał, pisał, wykładał i prowadził dyskusje, lecz przede wszystkim dawał żywe świadectwo swojej wiary. Z wiarą wiązał i z wiary konsekwentnie wyprowadzał zasady etyki lekarskiej. Był im wierny zawsze i do końca - nawet za cenę kariery naukowej i utraty stanowiska. Zawsze daleki nawet od cienia koniunkturalizmu i bezkompromisowy w sprawach wartości najważniejszych i świętych. Płynął w życiu pod prąd - jak często podkreślał - nie ulegając zmieniającym się modom i politycznym poprawnościom. Pewnie dlatego brakowało mu zawsze uznania i akceptacji ze strony możnych tego świata. Pewnie dlatego nie doszło do przyznania mu orderu Orła Białego. 

          W czasie, kiedy człowiek woli myśleć tylko o sobie, żyć i pracować tylko dla siebie Profesor Fijałkowski odkrywał przed nami prawdę, że nie sposób na tej drodze odnaleźć szczęście. Szczęśliwym można być tylko wtedy, gdy uszczęśliwia się innych - nawet jeżeli trzeba będzie po drodze wypić kielich goryczy. Właśnie w tym uszczęśliwianiu innych był człowiekiem wybitnym - lekarzem zawsze oddanym trosce o dobro brzemiennej matki i poczętego dziecka, obrońcą życia i rzecznikiem praw rodziny. 

          Każdy, kto zetknął się z Profesorem pozostawał zauroczony i pociągnięty jego bardzo autentycznym, prawdziwym i pełnym oddania umiłowaniem Boga. To On był dla jego twórczego i pięknego życia najgłębszą inspiracją. To trwanie w bliskiej przyjaźni z Bogiem owocowało w jego życiu radością i prostolinijnością, odwagą i wytrwałością, ale także pokorą i łagodnością, bezinteresownością i dobrocią. Jakże oczywiste stały się dla jego postępowania słowa Ewangelii: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili [Mt 25,40]. Był nie tylko rzecznikiem cywilizacji miłości - on ją cierpliwie budował dzień po dniu, stając się jej gorliwym apostołem. Dlatego mógł mi wyznać na krótko przed śmiercią: jestem przygotowany na spotkanie z Panem. 

          Był świadkiem wiary i miłości. Odważne i konsekwentne dawanie świadectwa uczyniło go indywidualnością nieprzeciętną, budziło powszechny podziw i głębokie uznanie. Często pytał o niego w rozmowach ze mną Ojciec Święty. Widział w nim wielki naukowy autorytet, oddany bez reszty afirmacji i obronie życia. 

          Był powszechnie uznawanym i cenionym nauczycielem akademickim, którego podziwiano i z którego zdaniem zawsze się liczono. W życiu Profesora spełniły się słowa papieża Pawła VI: człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami (EN, 41). 

          Świadek to więcej niż nauczyciel. 

          Świadek to także więcej niż naukowiec i pisarz. 

          Świadek to uczeń idący śladami Chrystusa - z wiarą i miłością dźwigający za Nim swój krzyż. Bo miłość to ofiara. Tu nie wystarczają już słowa. Tu trzeba dać świadectwo. Profesor to potrafił! On był świadkiem! Jego nazwisko stało się niejako znakiem rozpoznawczym - symbolem wierności, męstwa i uczciwości. 

          Będąc świeckim chrześcijaninem, jedną z najbardziej utytułowanych osób w Polsce, był w oczach wszystkich znakiem Kościoła Chrystusowego, pozostając jednocześnie człowiekiem o wielkiej pokorze i skromności. Jego mądrość nie lubiła wielkich słów, nie potrzebowała dodawać sobie wzrostu i znaczenia. Niczego nie musiał udawać, udzielając swej mądrości wszystkim, których codziennie mijał. Czyż my - jego rodzina i przyjaciele, bliscy i znajomi, współpracownicy i podopieczni, synowie łódzkiego Kościoła i mieszkańcy tego Miasta - nie powinniśmy dzisiaj poczuć się ponad miarę obdarowani Osobą i Czynem Profesora Włodzimierza Fijałkowskiego? 

          Człowiek, nawet wtedy, gdy stanie się garścią prochu, zmartwychwstanie na wieczność i na szczęście - jak Chrystus. Oto teraz przed naszym bratem Włodzimierzem Jezus otwiera drogę do życia w pełni, do niezniszczalnej miłości. Bracia i Siostry, módlmy się wspólnie, aby mógł na wieki oglądać swojego Stwórcę i Odkupiciela. 

Ks. Arcybiskup dr Władysław Ziółek
Ordynariusz Archidiecezji Łódzkiej


Wprowadzenie do Mszy św. pogrzebowej, Kościół św. Wojciecha w Łodzi, 19 lutego 2003 r.

 

Pogrzeb Profesora Fijałkowskiego

Telegram od Ojca Świętego Jana Pawła II

Homilia wygłoszona podczas pogrzebu śp. Prof. Włodzimierza Fijałkowskiego

Biskup Stanisław Stefanek o Profesorze Włodzimierzu Fijałkowskim

Więcej o Profesorze Włodzimierzu Fijałkowskim