Nie mogę tak po prostu wyjść na ulicę i zabić człowieka bez żadnych skutków dla mojej psychiki, mojego samopoczucia, mojego sumienia. Podobnie jest z kobietą, która także nie może zabić dziecka bez następstw dla swojego przyszłego życia i swojej psychiki.

     CZTERY KROKI DO WYZWOLENIA
     
Rozmowa z Rosą Stummer

     Jest Pani lekarzem i zajmuje się pomocą ludziom cierpiącym na syndrom postaborcyjny. Co to właściwie jest PAS - Post Abortion Syndrom?

     Syndrom opisywany jest medycznie jako kompleks wielu symptomów. Odkryto, że kobiety po aborcji wykazują klasyczne symptomy zarówno somatycznego, jak i psychosomatycznego oraz psychicznego typu. Czasami kiedy rozmawiam z kobietami, mam wrażenie, jakby wszystkie one cytowały swoje objawy z jednego podręcznika. Tak bardzo klasyczne są to symptomy.

     Symptomy cielesne występują najwcześniej. Są to krwawienia, infekcje i uszkodzenia macicy. Ich następstwem mogą być zaburzenia menstruacyjne, co nierzadko widywałam u kobiet lub u młodych dziewcząt, a także przedwczesne porody i poronienia. Często występuje również długi okres latencji, tzn. długi czas między aborcją a wystąpieniem symptomów takich jak w przypadku raka. Spotykałam kobiety, które kilkanaście, a nawet 20 lat po przeprowadzeniu aborcji zaczynały chorować na raka. Bardzo często jest to rak piersi, ale również inne jego rodzaje. Chroniczne poczucie winy, które jest tłumione, prowadzi do obniżenia stanu odporności i dlatego grozi rakiem. Pod koniec trzeciego trymestru ciąży, kiedy są przeprowadzane aborcje, koncentracja estrogenów we krwi przekracza wielokrotnie ich średni poziom. Taka koncentracja nie występuje nigdy w zwykłym cyklu ani nawet w wypadku poronienia. Estrogeny powodują, że komórki w piersiach zaczynają rosnąć i dzielić się. W języku medycznym nazywa się to proliferacją. Komórki te są jeszcze niezróżnicowane i niewyspecjalizowane, a wiemy, że takie komórki łatwiej mogą się degenerować. Przy normalnym przebiegu ciąży, w 32. tygodniu zaczynają się one różnicować i powstają kanaliki mleczne, co znakomicie chroni kobietę przed rakiem piersi. Jeśli aborcja została przeprowadzona podczas pierwszego trymestru ciąży, szansa powstania raka piersi jest bardzo wysoka, szczególnie w sytuacji, gdy rak występował już w rodzinie lub jeśli kobieta jest jeszcze młoda, a później stosuje takie środki jak pigułki antykoncepcyjne.

     Jeśli chodzi o następstwa psychosomatyczne, to kobiety często skarżą się na zaburzenia seksualności. Ponadto występują u nich niezogniskowane bóle brzucha, a także - bardzo często - migreny, zaburzenia snu i nocne koszmary. To objawy klasyczne - mają je prawie wszystkie kobiety po aborcji.

     Lista psychicznych następstw jest szczególnie długa. Często jest to wielkie poczucie winy i żalu, oznaki wewnętrznej śmierci emocjonalnej, poczucie wewnętrznej pustki, depresja, stany lękowe, obniżenie poczucia własnej wartości, tendencje autoagresywne, skłonność do nadużywania alkoholu i narkotyków. Niektóre kobiety myślą o samobójstwie; wskaźnik samobójstw jest wysoki. Występują problemy w związkach z partnerami. Często kobiety pragną nowej ciąży, aby zastąpiła im ona stracone dziecko. To tylko niektóre symptomy. Do nich dochodzą wahania nastroju, częsty płacz, irytacja z błahego powodu, takiego jak np. hałas odkurzacza. Należy oczywiście podkreślić, że nie każda kobieta z takimi objawami miała aborcję. Jednak prawie u każdej kobiety, która przeprowadziła aborcję, objawy te występują.

     Czy zgłaszają się do Pani tylko kobiety po aborcji, czy syndrom może dotyczyć także innych osób?

     To nieprawda, że aborcja dotyka tylko kobietę i jej zabijane dziecko, ale - czego większość ludzi sobie nie uświadamia - ma wpływ na całe społeczeństwo. Wystarczy wspomnieć ojców, którzy np. pragnęli dziecka. Z przeprowadzonych w Ameryce badań wynika, że cierpi również rodzeństwo nienarodzonego dziecka. Kanadyjski lekarz pediatra, Philip Ney, pracujący z dziećmi wykorzystywanymi, doszedł do wniosku, że istnieje silny związek między aborcją a złym traktowaniem dzieci. Chodzi o to, że gdy kobieta chce dokonać aborcji, musi przekroczyć pewien próg agresji. Trudno jest przecież zabić dziecko. Dlatego odczłowiecza się je mówiąc, że to przecież nie jest jeszcze żadne dziecko - i trzyma się tego kłamstwa. Jednak wskutek aborcji kobieta zostaje zraniona w swojej kobiecości i swoim macierzyństwie. Później może źle rozpoznawać potrzeby swoich dzieci i źle na nie reagować. Poszkodowane jest zawsze dziecko, które cierpi na stany lękowe, trzyma się przesadnie maminej spódnicy, nie potrafi cieszyć się życiem. W obozach koncentracyjnych ludzie, którzy przeżyli, byli po uwolnieniu psychicznie załamani ze względu na wielki stres. Podobnie jest z dziećmi urodzonymi po aborcji, które musiały rosnąć w macicy, w której wręcz czuć strach usuniętego podczas aborcji dziecka. Takim ludziom towarzyszy później w życiu silny strach. W dzieciństwie pojawiają się u nich zachowania agresywne wobec rodziców czy w ogóle autorytetów. Ta agresja może być skierowana przeciw sobie samemu w postaci tendencji samobójczych. Skomplikowany, ambiwalentny stosunek do matki, która z jednej strony powinna darzyć miłością, a z drugiej uzurpuje sobie prawo do zabicia dziecka, prowadzi do tego, że człowiek taki, gdy jest już dorosły, nie potrafi zbudować własnego dojrzałego związku; ma on problemy z zaufaniem do partnera. Istnieją również statystyczne badania, wedle których ludziom tym łatwiej podjąć decyzję o aborcji. Nie są w stanie kochać swoich dzieci, ponieważ sami nie byli kochani, oczekiwani i przyjęci przez rodziców. Jeśli więc w rodzinie zdarzyła się aborcja, ciągnie się to przez pokolenia. Tworzy się kultura śmierci w społeczeństwie, w którym nikt nie może już sobie ufać, w którym nie ma stabilnych stosunków między ludźmi, w którym nie ma zaufania w rodzinie, w relacjach między partnerami czy między rodzicami a dziećmi.

     Jaki procent kobiet po aborcji cierpi na wspomniany przez Panią syndrom?

     Z mojego doświadczenia wynika, że na syndrom postaborcyjny cierpi 70 proc. kobiet. Te kobiety, które nie cierpią, prawdopodobnie go wypierają. Wcześniej czy później pojawia się on u każdej kobiety. Nie mogę tak po prostu wyjść na ulicę i zabić człowieka bez żadnych skutków dla mojej psychiki, mojego samopoczucia, mojego sumienia. Podobnie jest z kobietą, która także nie może zabić dziecka bez następstw dla swojego przyszłego życia i swojej psychiki.

     Jak się pomaga takim kobietom?

     Pomóc można tylko temu, kto chce pomocy i kto jest wewnętrznie gotowy, aby skonfrontować się z prawdą, aby odrzucić kłamstwa. Kobiety są zaskoczone, gdy dowiadują się, że w wieku trzech tygodni u dziecka bilo już serce, że miało ono palce, stopy. Czasem kobiety doznają wielkiego szoku. Nie jest przecież łatwo powiedzieć: tak, to było dziecko; tak, zrobiłam to. Nie jest łatwo przyznać się winy. Nie osądzam nikogo. Każdy z nas jest winny w naszym życiu, bez wyjątków, również Papież. Kobieta musi uznać swoją winę. Jeśli wyobrazimy sobie całą winę za zabicie dziecka jako tort, to może się okazać, że wina kobiety stanowi tylko mały jego wycinek. Ale nawet do tego małego wycinka kobieta musi się przyznać - dopiero wtedy może zostać uleczona, dopiero wtedy nastąpi pojednanie. Pojednane to musi obejmować wszystkich: Boga -dawcę wszelkiego życia, dziecko - ofiarę, a także wszystkie zaangażowane w sprawę osoby. Wreszcie kobieta musi przebaczyć sobie samej. Żadnego z tych czterech kroków nie da się uniknąć.

     Jaki jest pierwszy krok?

     Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw, nie gardzi sercem gotowym do skruchy. Często okazuje się, że kobiety, którym pomagamy, nie modliły się 20 lat i dłużej. Albo nie wiedzą, jak się spowiadać. Trzeba im wszystko tłumaczyć, czasem nawet wkładać słowa w usta. Nie ma tu klasycznej psychoterapii, ale normalna modlitwa. Prosimy w niej Boga o przebaczenie, niezależnie od wyznania. Jeśli kobieta rzeczywiście żałuje, otrzymuje przebaczenie. To od razu po niej widać, to się czuje. Może znów spać, cieszyć się, zaczyna się proces uzdrowienia. Jeśli kobieta jest katoliczką, wysyłamy ją do księdza i tłumaczymy, jak ważna jest spowiedź, jakie konsekwencje niesie aborcja i jak kobieta może znów osiągnąć stan łaski, jak znów może rozmawiać z Bogiem, jak się z Nim pojednać. Bóg jest wspaniałomyślny i żadna wina nie jest dla niego zbyt wielka, aby nie chciał jej przebaczyć.

     Drugi krok to...

     ...pojednanie z dzieckiem. Pewien ksiądz z Wiednia opracował dla nas w tym celu specjalną modlitwę. W modlitwie tej prosimy na początku o Bożą ochronę. Czasem przywołujemy również swoich świętych patronów, aby się z nami modlili. Później prosimy kobietę, aby dziękowała za swoje życie, za życie dziecka i za swoje powołanie do macierzyństwa. Jakże piękne jest u Boga to, że kiedy popełni się błąd, taki jak odrzucenie macierzyństwa, można to naprawić. Można również powiedzieć: dobry Boże, dzisiaj postanawiam przyjąć macierzyństwo, dziękuję za moje dziecko, przyjmuję je, zaczynam z nim rozmawiać i prosić je o przebaczenie. Zawsze prosimy Boga, aby pokazał kobiecie imię dziecka, i najczęściej kobiety same wiedzą, czy to jest chłopiec, czy dziewczynka.

     Wtedy przychodzi kolej na trzeci krok...

     Kiedy kobieta pojednała się już z dzieckiem, powinna prosić o przebaczenie tych wszystkich, którzy mogli się cieszyć z dziecka: może ojca, może ciocię, może przyszłego partnera. Potem kobieta musi przebaczyć tym, którzy przyczynili się do jej bólu, którzy ją opuścili, którzy jej nie pomogli, którzy zmuszali ją do aborcji. Musi także przebaczyć samemu lekarzowi, który przeprowadził aborcję, i tym, którzy mu pomagali, również politykom, którzy uchwalili odpowiednie ustawy.

     Co dalej?

     Prosimy Boga o łaskę chrztu. Ktoś stwierdził, że nie da się ochrzcić martwego dziecka. Nie jest to jednak chrzest sakramentalny, lecz chrzest pragnienia, taki, którego pierwsi chrześcijanie udzielali swoim zmarłym przodkom. Przynosi się Bogu tęsknotę za ochrzczeniem dziecka i prosi się o łaskę chrztu. To jest potrzebne, ponieważ każdy człowiek obciążony jest grzechem pierworodnym. Oczywiście, te dzieci nigdy nie grzeszyły, ale muszą zostać oczyszczone przez chrzest od grzechu pierworodnego. O to prosimy w modlitwie. Zwykle towarzyszy temu odświętna atmosfera, zapalamy świecę, wypowiadamy wyznanie wiary. Na koniec ofiarujemy dziecko Matce Bożej. Prosimy o miłość, której nie może mu już dać jego ziemska matka. Prosimy, aby Matka Boża i święty Józef zastąpili dziecku rodziców. Prosimy również anioła stróża o przebaczenie i o to, aby zaniósł dziecko do Boga. Potem przychodzi ważny moment - błagamy Jezusa o wewnętrzne uzdrowienie kobiety, błagamy, aby położył na nią swoje ręce i uzdrowił ją całą, szczególnie w jej macierzyństwie i kobiecości, oraz uwolnił ją i jej rodzinę od ducha śmierci, od wszystkich negatywnych uczuć, które spadły na tę rodzinę przez aborcję. Następnie prosimy, aby kobieta pobłogosławiła swoje dziecko i oddała je Bogu. Mamy piękną kaplicę, do której posyłamy kobietę, aby mogła się w ciszy modlić do Boga. Wiele kobiet, które robią to z całego serca, wraca do domu z poczuciem szczęścia. Pojednanie się z dzieckiem jest dopełnieniem spowiedzi i pojednania z Bogiem, ponieważ przez aborcję została zniszczona relacja z dzieckiem. W spowiedzi grzechy zostają przebaczone, ale zniszczony kontakt z dzieckiem i tak musi zostać odbudowany. Mówimy kobiecie, że za każdym razem, kiedy przyjmuje komunię świętą, znajduje się w maksymalnej bliskości swojego dziecka. Powinna traktować dzień tej modlitwy jak dzień chrztu dziecka, ponieważ ono jest już w niebie. Dla wielu kobiet to wielka pociecha.

     Mówiła Pani, że ostatni krok to wybaczenie sobie samej.

     Aby zrozumieć, jak w ogóle doszło do aborcji, trzeba dobrze kobiecie się przyjrzeć. Często jej dzieciństwo przebiegało nieprawidłowo, nie była ona poważnie traktowana, nie była kochana, jej potrzeby nie były respektowane, nikt jej nie słuchał. Prosimy Jezusa, aby wszedł we wspomnienia o przeszłości i uzdrowił je. Kiedy kobieta ma nieuporządkowane życie seksualne, prosimy, by również to oddała Bogu, aby mógł On całkowicie ją uzdrowić także w tej sferze. Te kobiety, które odnawiają swoją wiarę, doświadczają największego uzdrowienia. Bóg zapomina o wszystkim. A jeśli tak, to mogą one również wybaczyć samym sobie.

     Jak to się stało, że zaczęła Pani pomagać osobom cierpiącym na syndrom postaborcyjny?

     Miałam 17 lat, kiedy poznałam pierwszą kobietę, która przeszła aborcję. Była zamężna, miała troje dzieci. Miała romans, zaszła w ciążę i przeprowadziła aborcję. Potem zaczęły ją męczyć ataki paniki, musiała się leczyć psychiatrycznie. Los tej kobiety bardzo mnie wtedy poruszył. Podczas studiów medycznych i psychologicznych spotykałam inne kobiety, które miały aborcję, i też widziałam, jak bardzo cierpią. W końcu poznałam kobietę, z którą się zaprzyjaźniłam.

     Kiedyś powiedziała mi, że Bóg nie może jej już przebaczyć, bo zabiła czworo swoich nienarodzonych dzieci. Próbowałam jej wytłumaczyć, że Bóg wybacza wszystkie grzechy, jeśli ktoś za nie żałuje. I nagle, po pół roku zmarła na raka w wieku 48 lat. To był dla mnie wielki szok. Nie zdążyłam doprowadzić do jej pojednania z Bogiem. Skończyłam studia, zaczęłam pracować, ale nigdy nie zapomniałam o tej kobiecie. Pewnego dnia poszłam do kościoła w Wiedniu i zobaczyłam zaproszenie na czuwanie modlitewne poświęcone zwycięstwu miłości nad śmiercią. Pomyślałam, że tego właśnie potrzebowała moja przyjaciółka.

     Jest Pani psychologiem, zajmuje się psychoterapią, a jednak cały czas w Pani wypowiedziach pojawia się wątek religijny.

     Dopiero później zrozumiałam, że kobieta, która chce dokonać aborcji, całkowicie świadomie oddala się od Boga i zaczyna żyć w ciemności. Wiele kobiet nie jest później w stanie o własnych siłach pojednać się z Bogiem. Po tej duchowej śmierci, choć żyją fizycznie, potrzebują pomocy i modlitwy innych. Nie mogę sobie wyobrazić pracy z tymi kobietami bez aspektu religijnego. Chodzi o dwie sprawy: o stratę dziecka oraz o winę. Medycyna i terapia psychiatryczna nic tu nie pomogą. To może tylko Bóg. Ponieważ przyczyna tkwi w obszarze duchowym, również terapia musi się dokonać w tym duchowym obszarze. Wykonuję tę pracę po to, aby nikt już nie musiał umierać tak, jak moja przyjaciółka.

     Wiem, że trafiają też do Pani Polki.

     To prawda. Zauważyłam, że Polki uciekają się do aborcji głównie ze względów materialnych. Kiedy im się pomoże, decydują się na dziecko. Zresztą Bóg pomaga także w biedzie. Sama tego doświadczyłam. Kiedy Bóg daje dziecko, daje również środki. Chcę prosić polskie kobiety, aby się nie poddawały, nie odrzucały Bożej opieki, a Polaków proszę o to, aby pomagali ciężarnym, które zostały np. porzucone przez mężczyzn. Aby dzielili się tym, co mają, byle tylko zapobiec aborcji. Kobiety decydują się na ten krok, ponieważ nie widzą żadnych szans dla siebie i dla dziecka. Dlatego ważne jest, aby okazać im wsparcie. Wina leży nie tylko po stronie kobiet. My wszyscy ją ponosimy, jeśli zaniedbujemy obowiązek pomocy.

     Czy kobieta może cierpieć na syndrom postaborcyjny także wówczas, jeśli pozbyła się dziecka w inny sposób?

     To dobre pytanie. Należy pamiętać, że istnieje nie tylko chirurgiczna aborcja, ale również aborcja przy zastosowaniu pigułek czy spirali. Zakładam, że suma około 1 000 000 aborcji w Austrii w ciągu ostatnich 25 lat, czyli od wprowadzenia ustawy aborcyjnej, jest podwojona przez użycie pigułek i spiral. Szacuje się, że opłakiwać należałoby śmierć 2 000 000 dzieci.

     Dlaczego pigułki i spirale są środkami aborcyjnymi? Lekarze nie mówią kobietom, że te środki uniemożliwiają zagnieżdżenie się płodu w macicy. Zapłodnienie zachodzi w obszarze jajowodu. Od 7 do 11 dni, czasem więcej, potrzeba, aby dziecko przeszło do macicy i tam się zagnieździło. Po użyciu pigułek błona śluzowa w macicy, która normalnie jest bardzo gruba, aby dziecko mogło się w niej zagnieździć, staje się płaska i cienka. Kobieta nawet nie wie, czy miała dziecko, czy nie, nie wie też ile dzieci zabiła. Wiele kobiet ma psychiczne problemy podczas dłuższego używania spirali czy pigułek. Są to przede wszystkim depresje. Tu potrzeba łaski Bożej. Kiedy kobiety się nawracają, żałują swoich czynów. Problem polega na tym, że nie zostały o pewnych rzeczach poinformowane przez lekarza.

     No właśnie, wydaje się, że niedoinformowanie na temat skutków aborcji dotyczy także środowiska lekarskiego. Czy podczas studiów medycznych pojawia się w ogóle ten temat?

     Wiem, że podczas studiów medycznych o tym się nie mówi. Myślę, że wynika to z faktu, że lekarze, którzy wykonują aborcje, czują się winni. Chodzi tu o zbiorową winę lekarzy. Bardzo trudno jest się do tego przyznać. W Austrii aborcja została zalegalizowana 25 lat temu i przez ten czas zostało skrzywdzonych wiele kobiet, wiele rodzin. Środowisko lekarskie jest podzielone: jedni dostrzegają aspekt moralny zagadnienia, inni nie. Żeby uniknąć wewnętrznego skłócenia środowiska lekarskiego, utrzymuje się zmowę milczenia.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: GRZEGORZ GÓRNY 
WIEDEŃ, KWIECIEŃ 2003

Tekst ten ukazał się w Numerze 31 Pisma „Fronda” www.fronda.pl 

Fronda